Justyna Mackiewicz pochodzi z rodziny listonoszy. W tym zawodzie pracowali jej dziadek, ciocia, wujek i siostra, a do spróbowania zachęcił ją narzeczony, który także jest listonoszem. Dziś sama mówi, że ta praca stała się dla niej stylem życia. Od 1 czerwca ubiegłego roku ponownie pracuje w Urzędzie Pocztowym Mońki, a wcześniej dobrze poznała wiele rejonów jako listonoszka zastępowa, tzw. skoczek.
W rejonie miejskim pokonuje około 17 km, ale na trasach wiejskich zdarzało jej się przejechać nawet ponad 180 km. Szczególnie lubi podlaskie wsie. Tam ludzie szybko skracają dystans, zapraszają do środka i witają ją jak kogoś znajomego. Gdy po dłuższej przerwie wraca w dany rejon, słyszy od mieszkańców, że bali się, iż zrezygnowała z pracy.
Na początku część starszych osób dziwiła się, że kobieta może być listonoszem, doręczać pieniądze i cięższe paczki. Justyna przyjęła to z uśmiechem i spokojnie udowodniła, że dobrze radzi sobie w tej pracy. Dziś mieszkańcy rozpoznają jej samochód, zatrzymują się na ulicy, machają i mówią: „nasza kochana pani listonoszka”.
W pracy pomaga jej kontakt telefoniczny z adresatami, znajomość terenu i cierpliwość. Wie, gdzie kogo szukać, a na wsi potrafi nawet „dogonić” rolnika, jadącego traktorem. Dla wielu starszych osób listonosz jest jedną z niewielu osób, z którymi mogą porozmawiać. Justyna mówi, że ta praca nauczyła ją pokory i wdzięczności.